Uwaga spoiler! Choć wyłącznie faktograficzny;)
           Tyle lat czekałam na tę książkę. Pomysł powstał jeszcze przed "Grą w kości" i fermentował we mnie równolegle z "Północną Drogą". Tak, to moje wymarzone terytorium łowieckie - Piastowie i wikingowie w jednej opowieści, i do tego bohaterka - kobieta. Wierzcie mi, dzień w którym postanowiłam, że piszę, był świętem!
            Dlaczego teraz? Dlaczego nie napisałam Wam zwieńczenia trylogii "Odrodzone Królestwo" o które się upominacie? Ach, pomyślałam sobie, że Władzio na koronę czekał do siedemdziesiątki to i my damy radę jeszcze trochę. A przecież w tym roku obchodzimy wielką rocznicę chrztu Polski, więc uznałam, że warto dodać swoją, powieściową wersję, do tylu różnych głosów. W "Hardej" chrzty brzmią w tak odmienny sposób, od Mieszka do Olava Tryggvasona i jego misjonarskiej pasji; po postawy nieugiętej wobec nowej wiary, jak Erik, lub koniunkturalnej, jak Sven. Nawet jeśli za niektórymi wyborami stoi polityka, to i tak realizują je ludzie z krwi i kości.
            Pomysł na "Hardą" miałam gotowy od dawna, zręcznie spisany w epizody. Ale, gdy nastał ten dzień i oto mogłam zacząć snuć jej opowieść, uznałam, że ten pomysł sprzed lat jest dobry, ale nie najlepszy. Dlaczego? Bo był jednogłosem i nie pozwalał na naświetlenie wielowymiarowości  historii. Zatem najpierw postanowiłam dać głos nie tylko Świętosławie, ale mężczyznom jej życia, po to, by obejrzeć ich relacje z wielu stron. Potem o swą  opowieść dopomniała się Astryda, a wierzcie mi, wersja siostry ma swoje prawa, by wybrzmieć. Skoro zaś głos dostanie siostra, to jak może zabraknąć wielkiego brata, Bolesława? No a Mieszko? Przecież na początku był Mieszko! Niech żyje wielogłos!
            Koniec końców, gdy opowieść o Świętosławie i jej bliskich dobiegła końca, okazało się, że książka ma ponad tysiąc stron drobną czcionką. Rozpisałam się. Katastrofa. Jak to unieść w ręku?! Dołączyć notkę, że przed czytaniem wskazany trening na siłowni? Zdecydowaliśmy o podziale książki na dwie części. Tym sposobem w czerwcu na półki księgarskie trafi "Harda" a we wrześniu jej zwieńczenie "Królowa". Dopiero obie czytane razem dopełniają los bohaterki Hardej Królowej.
            "Harda" zaczyna się przed chrztem Mieszka a kończy mniej więcej w roku 997. Akcja "Królowej" finiszuje po roku 1018 z epilogiem po 1025. Sześćdziesiąt lat niesamowitej historii Europy! Powstanie państwa polskiego, początki silnej Rusi Kijowskiej, miotanie się Czech między Wieletami a cesarstwem. Do tego wyprawy wikingów, którzy na naszych oczach zmieniają się z łupieżców w "chrześcijańskich władców" (no, prawie). Świat pogan i chrześcijan przenikają się wzajemnie; władcy zmieniają wiarę ale wielu wydaje się, że wciąż jeszcze mają wybór. W obu tych opowieściach mogłam podróżować od Poznania przez Kijów, Merseburg, Rzym do imperiów wikińskich - Danii, Szwecji, Norwegii (dla uproszczenia przyjęłam nazewnictwo współczesne) i wreszcie Anglii. Ale ta szalona podróż była możliwa tylko dzięki losom mej bohaterki.
            W postaci Świętosławy, córki Mieszka, wszystko jest niezwykłe. Zacznijmy od imienia. W historii Polski przyjęło się uznawać, iż miała na imię Świętosława, choć żaden z kronikarzy nie nazwał jej po imieniu. Dla nich pozostała jedynie "córką Mieszka i siostrą Bolesława". Skąd zatem to święte imię? Z angielskiego Liber vitae z New Minster w Winchesterze (1031 rok), gdzie jedna z dobrodziejek kościoła to siostra króla Knuta, Santslaue. Uznano, iż córka mogła odziedziczyć imię po matce i zrekonstruowano je jako "Świętosława" (choć w świetle nowszych badań możliwe brzmienia to Stanisława i Sędzisława). Myśląc o mojej bohaterce zastanawiałam się co począć i ostatecznie postanowiłam zachować utrwalone w pamięci pokoleń imię.
            W tradycji skandynawskiej, za pośrednictwem sag islandzkich, została utrwalona jako Sigrida Storrada (Dumna) a w duńskiej pojawia się czasem jako Gunhilda. Sama zmiana imienia po ślubie była w owym czasie czymś zupełnie naturalnym (jej wnuczka Ingegerda po zaślubinach z kniaziem kijowskim Jarosławem Mądrym zostanie Anną - a po śmierci "świętą Anną nowogrodzką"). O wiele ważniejsze jest dociekanie, czy słynna bohaterka sag, Sigrida Storrada, to rzeczywiście nasza Świętosława. A zapewniam Was, że wyłania się z nich jako postać co najmniej kontrowersyjna! Pali zalotników, spiskuje i doprowadza do wielkiego konfliktu zbrojnego, który przebudował skandynawską scenę polityczną. I, co budzi największe zdziwienie, jest zagorzałą poganką. Bardzo wnikliwą analizę źródeł przeprowadził Rafał T. Prinke[1] dochodząc do wniosku, iż Świętosława córka Mieszka i Sigrida Dumna to dwie różne kobiety. Przegadałam z Rafałem godziny i oboje z szacunkiem odeszliśmy do własnych narożników, ale każdemu, kto chce poszerzać wiedzę o Piastównie polecam jego tekst.
            Dlaczego uważam, iż przekazy historyczne i sagi opowiadają o jednej i tej samej damie choć różnie ją nazywają? Ano dlatego, że Thietmar z Merseburga, najlepiej poinformowany z kronikarzy epoki (niemal rówieśnik Świętosławy) wyraźnie pisze, iż Knuta i Haralda, synów Svena, króla Danii, urodziła córka Mieszka i siostra Bolesława. A Adam z Bremy na podstawie informacji wnuka Svena, dodaje jej wcześniejsze losy, informując, iż Erik król Szwecji podbił Danię wypędzając z niej Svena a po śmierci Erika Sven powrócił i "poślubił wdowę po Eriku, matkę Olofa, a ona urodziła mu Knuta". Kilkukrotnie później nazywa Knuta i Olofa szwedzkiego braćmi. Można by jeszcze rozważać, czy owa córka Mieszka była jednocześnie córką Dobrawy (mogła wszak pochodzić z "pogańskich żon"), ale tu dla mnie sprawę zamyka przywołany wyżej Thietmar z Merseburga, nazywający Piastównę "siostrą Bolesława". Jak wiadomo, Kronika Thietmara stanowi najbogatsze źródło do czasów Chrobrego, bo sam kronikarz tyleż Bolesława podziwia, co nie znosi. Gdyby był powód, by mu dokuczyć ("przyrodnia siostra", "córka nałożnicy Mieszka" etc.), nie omieszkałby takowego użyć.
            A zatem mamy taki kronikarski obraz: córka Mieszka, siostra Bolesława zostaje najpierw żoną Erika szwedzkiego, rodzi mu syna Olofa. Po śmierci męża, jako królowa wdowa ma szanse poszaleć, jak to opisują sagi, a następnie wychodzi za mąż za głównego przeciwnika swojego męża, króla Danii, Svena Widłobrodego, któremu rodzi dwóch synów - Knuta i Haralda a następnie córki. Po bitwie pod Svoldr (1000 rok) zwanej też bitwą w Oresundzie i "bitwą trzech króli" zostaje przez męża oddalona do kraju swego brata, Bolesława, a następnie, po śmierci Svena (1014 rok) synowie Knut i Harald "sprowadzili matkę z kraju Słowian"[2]. Czy matka towarzyszyła Knutowi w podboju Anglii? Skoro były z nim siostry, a przynajmniej jedna, wspomniana już dobrodziejka kościoła w Westminsterze, Santslau, to dlaczego nie matka?  Nie tylko moją uwagę przykuł sposób przejęcia władzy przez Knuta, łudząco podobny do tego, co zrobił Sven Widłobrody ze Świętosławą po śmierci króla Szwecji, Erika. Zwraca na to uwagę biograf Knuta, Jakub Morawiec. Czy to wyraźna podpowiedź, iż matka mogła towarzyszyć synowi w rozpisanej na wiele akordów operacji przejęcia władzy w Anglii? Według mnie tak, jak najbardziej tak. Dodatkowo, wielką inspiracją dla mnie był przytoczony przez Jakuba Morawca[3] anonimowy poemat dedykowany jakiejś ważnej pani (Świętosławie?) i zwieńczony słowami: Teraz, gdy ciężkie walki ostatnio zostały stoczone, możemy osiąść, pani, w pięknym Londynie.
            Wrócę jeszcze jednym zdaniem do królowej Sigridy Storrady z sag islandzkich. Jestem wielbicielką sag; zazdroszczę Skandynawom, że w XII - XIII wieku na Islandii spisano te dziesiątki nieprawdopodobnych historii. Znam dyskurs na temat historyczności sag, zresztą o panującym w nich galimatiasie może się przekonać każdy czytelnik. Jedno nie podlega dyskusji: lepiej mieć zawiłe opowieści o własnych przodkach, niż nie mieć ich wcale. Bo nawet jeśli gołym okiem widać, że w niektórych z nich władcy są portretowani na herosów i biorą udział w wojnach i bitwach w których naprawdę nie mogli brać udziału, to jednak opowieść przekazuje nam dużo z ducha epoki. Dla nas, Polaków, powinno być ważne, że ów "Burizleifr, potężny król Vinlandu" pojawia się w sagach często i zwykle z przydomkiem "potężny". Skoro taki przekaz zachował się w XII - XIII wieku, gdy spisywano sagi, to znaczy, że pamięć Bolesława musiała przedrzeć się do ówczesnej kultury popularnej. To samo z Sigridą Storradą. W jej przypadku, ale i wobec innych moich bohaterów również opisanych w sagach (Olava Tryggvasona, Svena Widłobrodego, Sigvalda, Haralda Sinozębego, Geiry, Astrydy i nawet psa Vigi) traktowałam sagi nie jako przekaz dosłowny, ale jako źródło inspiracji.
            Skąd powieściowy pomysł na siostry Świętosławy? Z sag właśnie. Zacznijmy od tego, że sagi islandzkie stapiają w jedną postać Mieszka i Bolesława Chrobrego pod wspólnym imieniem "Burysław" albo "Burizleifr" - potężny konung Vinlandu - czyli król Słowiańszczyzny. To tam jest opowieść o jego trzech córkach: Astrydzie, Geirze i Gunhildzie. Zawsze ciekawiło mnie, dlaczego nasi kronikarze wspominający o siedmiu pogańskich żonach Mieszka odprawionych po ślubie z Dobrawą milczą o dzieciach z tych związków. Nie było ich? Mieszko wszedł w fazę płodną dopiero jako małżonek Dobrawy? Ciężko uwierzyć. Skorzystałam z legendy i dałam Świętosławie siostry o których istnieniu wspomniały sagi. Według sagi o Olavie Tryggvasonie[4], szczególną rolę w losach norweskiego króla odegrała nie jego żona, Geira, ale Astryda, żona jarla Sigvalda, stąd i moje natchnienie.
            Kolejną rzeczą, z której chcę się Czytelnikom wytłumaczyć, jest inna interpretacja losów Bezpryma. Nie wymyśliłam jej sama, zainspirowała mnie praca profesora Błażeja Śliwińskiego[5]. i tym, którzy chcą rozszerzać horyzonty gorąco polecam książkę.
            Warto jeszcze zwrócić uwagę na pewien szczegół ważny z naszego, polskiego punktu widzenia. Bolesław Chrobry koronował się dopiero w 1025 roku podnosząc kraj do pozycji królestwa. Zatem, przez całą akcję Hardej - Królowej Mieszko i Bolesław są książętami natomiast trzej występujący w niej północni władcy (Sven, Erik, Olav) tytułują się "królami" dzięki czemu, Świętosława, jako ich żona jest także królową. Zachowałam w powieści tę zwyczajową tytulaturę choć należy pamiętać, iż nie oznacza ona wyższości skandynawskich królów wobec słowiańskiego księcia, lecz inne standardy. Po prostu opowieść rozgrywa się w takim momencie historii, gdy królowie Północy nie ubiegają się jeszcze o wejście do rodziny państw chrześcijańskich, w której trzeba spełnić wiele restrykcyjnych procedur, by móc dokonać obrzędu koronacji.
            Oczywiście, pisząc fabułę a nie dzieło historyczne, w wielu miejscach zdać się musiałam nie na źródła (o życiu prywatnym władców nie mówią wiele), lecz na własną wyobraźnię i wizję. To zresztą w tworzeniu powieści jest najciekawsze - wplatanie żywej tkanki w kościec faktów. Mam pełną świadomość, że nie ma "jednego wzoru na Świętosławę" i każdy z jej miłośników, i przeciwników, widzieć może ją w odmienny sposób. Dla mnie jest właśnie taką: Hardą Królową, która na smyczy prowadzi dwa rysie.
Książkę zadedykowałam wszystkim bezimiennym księżniczkom piastowskim. Władczyniom, mniszkom, żonom, matkom. Dziewczynom oznaczonym w biogramach dynastii smutnym "NN". Świętosława jak nikt inny potrafi zabrać głos za Was wszystkie!

 

 

[1] Świętosława, Sygryda, Gunhilda. Tożsamość córki Mieszka I i jej skandynawskie związki. Rafał. T. Prinke, Roczniki Historyczne LXX - 2004.
[2] Encomium Emmae Reginae, A. Campbell (red.), London 1949.
[3] Anonimowy poemat Lidsmannaflokkr i problem jego odbiorcy. Ślad pobytu córki Mieszka I, matki Knuta Wielkiego, w Anglii?, J. Morawiec, SŹr 47/2010
[4] Saga o Olafie Tryggvasonie, Oddr Snorrason, tłumaczenie i opracowanie Anna Waśko, Kraków 2013.
[5] Bezprym pierworodny syn pierwszego króla Polski (986 - zima/wiosna 1032). Błażej Śliwiński, Kraków 2014.