Z JEDNEJ STRONY, Z DRUGIEJ STRONY | Elżbieta Cherezińska

Szewacha Weissa poznałam w Kołobrzegu. Jedna z jego niezliczonych podróży po Polsce. Spotkanie prowadzili moi koledzy, dziennikarze. Mnie przypadła rola „czytającej fragmenty”. W tamtym czasie często prowadziłam spotkania autorskie. Normalnie, pewnie bym się „biła” o poprowadzenie tego spotkania, w końcu „czytanie fragmentów” to zwykle jedna z odmian „sierotki Marysi”.
Jednak w tym wypadku nie chciałam się bić. Jakoś mnie wytłumiło. Pomyślałam, że chcąc być w zgodzie z sobą, nie umiałabym pytać
o publicznie Weissa o nic. Wszystko wydawało się banałem. Co, miałam pytać:„Jak Pan się czuł w podwójnej ścianie?” „Co chciałby Pan powiedzieć tym, którzy pomogli Pana rodzinie?” Więc dobrze się stało. Po spotkaniu zamieniliśmy kilka zdań, potem spotkaliśmy się w Warszawie. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Dobrze się gadało. Każdy, kto spotkał się prywatnie z byłym ambasadorem wie, że z nim się naprawdę „dobrze gada”.
Z czasem udawało mi się przebić przez to „gadanie” do mówienia. To już było coś. Szewach Weiss jest mistrzem słownego ślizgu. Wirtuoz odpowiedzi na nie zadane pytania. 
Mijał czas, nasze spotkania, rozmowy, fermentowały we mnie.
Któregoś dnia, ni stąd ni z zowąd usiadłam i napisałam. To były „Czereśnie” jedno z pierwszych opowiadań w książce
 „Z jednej strony, z drugiej strony”. Potem posypały się kolejne. Każde z nich oparte jest na jakimś realnym wydarzeniu z życia Szewacha, ale – w gruncie rzeczy – jest fikcją. Gdy przeczytał je, powiedział, że obrazy w tych moich opowiadaniach to on. Że on mógłby tak siebie opisać, jak to zrobiłam.
I poprosił o jeszcze. 
Chcieliśmy tę moją prawdę – fikcję skonfrontować z jego tekstami publicystycznymi. W ten sposób została skonstruowana ta książka
– „Z jednej strony – z drugiej strony”. Mały gabinet luster.
Potem doszła jeszcze „trzecia strona”, może najważniejsza. Dla Szewacha Weissa najbardziej osobista. Opowiada w niej o chorobie nowotworowej swojej żony. Ester zmarła rok po ukazaniu się książki. 
Myślałam, że tamto spotkanie, ta książka, wyczerpuje jakiś temat w moim życiu. Nie wiedziałam, że otwiera nowy.